To chyba właściwy temat na koniec weekendu, szczególnie po piątkowej i sobotniej nocy. Tak, tak, moi drodzy. Weganin to nie znaczy święty, medytujący całymi dniami, patrzący z pogardą na wszelkiego rodzaju używki nadczłowiek. Tak długo, jak używki są wegańskie, to w zasadzie kwestia tego, czy ich nomen omen używać, kiedy i w jakich ilościach, to już sprawa indywidualna. Nie będę tutaj wchodzić w dyskusje nad szkodliwością lub zaletami różnych substancji dla psychiki i ciała człowieka. Każdy ma swój rozum i Googla, żeby móc podjąć decyzję smaodzielnie. Tutaj zajmę się używkami procentowymi i ich wpływem na nasz stan dnia następnego. A raczej próbą zredukowania tego wpływu.

Wegańskie procenty

Najpierw co do samych alkoholi wegańskich. Jednym z dość szokujących odkryć był fakt, że nie wszystkie wina są wegańskie. No dobra, ale na czym polega niewegańskość win? Że mucha wpadła do kadzi czy jak? No więc nie, nie o muchę w kadzi chodzi (choć mam nadzieję, że żadne tam nie wpadają ;)). Chodzi o filtrowanie wina. Mianowicie po procesie fermentacji w winie zostaje mętna zawiesina (białka z drożdży, garbników), którą trzeba usunąć, by wino było przeźroczyste z klarowną i wyraźną barwą. Problem nie jest nowy – w muzeach lub na aukcjach można znaleźć rzymskie, greckie i bizantyjskie sitka do wina nakładane na puchary lub dzbany właśnie w celu przefiltrowania napoju (dodatkowo wina były wówczas gęstsze niż dzisiaj). Obecnie sitek się nie używa, za to spora część producentów wykorzystuje produkty odzwierzęce: żelatynę powstałą w wyniku gotowania ścięgien i skór, białko kurze, rybie pęcherze czy chitynę, a nawet sproszkowaną krew bydlęcą (szczególnie w krajach śródziemnomorskich). Na szczęście sprawa nie jest przegrana i nie ukrywam, że ku mojemu szczęściu. Wielu winiarzy stosuje nieorganiczne substancje pochodzenia mineralnego jak bentonit (tak, to to samo, co w kuwetach), kaolin czy krzemionkę. Coraz więcej producentów też oznacza swoje wina, jako wegańskie i to zdecydowanie ułatwia mi życie. Sporo informacji na ten temat znajdziemy na stronie: https://winicjatywa.pl/wina-weganskie/ (komentarze pod artykułem proponuję zignorować).

Kac czym jest, tego nikt nie wie (ale każdy go czuje).

No ale jak wino, szczególnie dużo wina, to też kac następnego dnia. Zacznijmy od podstaw – czym właściwie jest kac. Bo czym się objawia to chyba większość z nas wie aż za dobrze. Wikipedia od razu przychodzi z pomocą i tu małe zaskoczenie – wyraz tak bardzo związany z polską kulturą, pochodzi z języka niemieckiego „Katzenjammer„. No ale w sumie czemu się tu dziwić, w końcu Niemcy to piwo, sznapsy i Jägermeister. No więc zasadniczo wszystko spowodowane jest przez enzymy wytwarzane przez wątrobę (dehydrogenazy: aldehydowa i alkoholowa), które przekształcają alkohol w aldehyd octowy i kwas octowy. Ten pierwszy sprawia, że ciśnienie rośnie, a tętno przyspiesza, robi się ciepło, twarz czerwienieje, a rano pęka głowa i są mdłości. Ten drugi bardzo źle wpływa na stan twojego żołądka. Ale nie ma co się na wątrobę irytować, musi sobie poradzić z 90% alkoholu dostarczanego do organizmu. Też byście się wkurzyli na tak pracowitą nockę. Tyle ogólników, natomiast co do szczegółów to już zdania są podzielone. Dlaczego te same substancje wydzielane przy spożyciu innych napojów, już tak nie działają? A co ze spadkiem cukru we krwi? No i przecież dwie osoby o podobnym wzroście i wadze, po spożyciu tej samej ilości alkoholu następnego dnia mogą czuć się różnie (zazwyczaj oboje kiepsko, ale jak wiemy, są różne poziomy „kiepskości” na kacu). Dywagacje naukowe zostawiam naukowcom, to co dla nas jest ważne, to jak ograniczyć, a potem złagodzić skutki nadgodzinowej pracy naszej wątroby.

Przed – czyli zapobiegamy

  • Przygotuj i postaw sobie sporą porcję wit C i wody koło łóżka, tak żeby móc je wypić przed pójściem spać.

  • Zadbaj o zapas soku z kapusty kiszonej – czemu, to w punkcie „Po – czyli syndrom poranka”.

  • Zjedz coś sycącego i możliwie tłustego, to spowolni wchłanianie alkoholu. Na diecie wegańskiej trudno o ciężkostrawne dania, ale pozycje takie jak smażony sejtan z warzywami i makaronem dobrze się sprawdzają. Żołądek ma być solidnie przygotowany na nadchodzący armagedon.

W trakcie – czyli próbujemy kontrolować (siebie albo skutki)

  • Najpierw zastanów się, czy w ogóle tego chcesz. Jest taka ilość alkoholu, po której następnego dnia nie będziemy odczuwać silnych efektów ubocznych. Może dłużej pośpimy i pragnienie będzie większe, ale na tym koniec. Znasz ten moment… kończysz kieliszek i wiesz, że właśnie wyczerpałeś swoją alkoholową manę. Jeden łyk więcej i możesz skreślić z kalendarza wszystkie plany na jutro. Nie przeczę, że jak impreza i alkohol są zacne, to walka jest iście heroiczna.

  • Powoli z tym piciem –  tylko 10 proc. alkoholu wydalane jest z organizmu w postaci niestrawionej (wraz z moczem, potem i podczas oddychania). Z pozostałymi 90 procentami musi poradzić sobie wątroba. I robi to, ale we własnym tempie. Zwykle przetwarza 8-12 g (zależnie od wagi pijącego) alkoholu na godzinę. To ilość etanolu zawarta w szklance 12 proc. wina, półtoralitrowym kuflu 4 proc. piwa lub 25 g kieliszku wódki. Tak więc zachowuj się jak arystokrata i pij powoli i z godnością. To pozwoli zachować godność w trakcie imprezy i dnia następnego.

  • Jeżeli masz taką możliwość, to wróć do domu spacerem, a nie taksówką. Dotlenienie oraz wysiłek sprawią, że Twój organizm będzie miał czas na auto-odtrutkę.

  • Po przyjściu do domu zużyj magiczny zestaw – woda (minimum dwie szklanki) plus wit C.

  • Prysznic przed pójściem spać! Oczyszczona skóra lepiej oddycha.

Po – czyli syndrom poranka

Prysznic! Obudzisz się, skóra będzie lepiej oddychać, przyśpieszysz krążenie krwi, szczególnie, jeżeli będzie to chłodny prysznic.

Na tym etapie Twój organizm jest odwodniony, ma niedobór wit B12, potasu, minerałów, mikroelementów i cukrów.

I szczerze Cię nienawidzi, co daje Ci odczuć na wszystkie sposoby.

Trzeba więc o niego zadbać. Moim sprawdzonym, przetestowanym i rewelacyjnym sposobem jest aok z kapusty kiszonej, a ponieważ własnej nie mam, to wiernie stosuję sok firmy „M.sznajder”: http://www.sznajder.agro.pl/home/sok-z-kiszonej-kapusty-3/. Działa jak magiczny potionek – jeden regeneruje przeciętne obrażenia od kaca, dwa uzupełniają życie do pełnego poziomu.  Skąd takie działanie? Sok z kapusty kiszonej to skarbnica witamin B i C. Zawiera również witaminę E, P, beta-karoten, a także sole mineralne: wapń, żelazo, potas ,magnez. Dodatkowo zawarte w kiszonkach bakterie probiotyczne korzystnie wpływają na florę bakteryjną jelit, usuwając toksyny. Czyli jest tu wszystko, czego Twój organizm potrzebuje i to potrzebuje desperacko. Sok z M.sznajder polecam też dlatego, ponieważ wszystkie wymienione zalety są prawdziwe, jeżeli  jest to PRAWDZIWA kiszonka z dodarkiem marchwi i soli, a nie podrabiana chemią i octem (bo tak szybciej). A kapuście, ani sokowi od tej firmy nic zarzucić nie mogę 😀

Trzeba też zadbać o cukier, którego poziom z pewnością jest za niski, najlepiej jedząc winogrona lub arbuz. Mają dużo zarówno cukru, jak i wody. Przy czym preferuję winogrona, można je spokojnie skubać patrząc tępo w dal. Arbuz może wymagać użycia noża przy krojeniu, a to na dużym kacu może nie być dobry pomysł.

No i trening. Tak, tak. Jeżeli jesteś w stanie, zmuś się do wysiłku fizycznego, najlepiej takiego, żeby mocno się spocić. W ten sposób pozbędziesz się toksyn dużo szybciej no i uzupełnisz nawodnienie, pijąc wodę w trakcie i po wysiłku fizycznym. Jeżeli masz mdłości, to w najgorszym wypadku pozbędziesz się zalegającej zawartości żołądka. Ale lepiej poczujesz się na pewno.

W końcu ostropest, magiczne ziółko. Tego samego dnia oraz przez kilka następnych sypiemy go nieco więcej do sałatek lub jogurtów. Ma cudowne działanie dla wątroby ponieważ zawiera m.in. sylmarinę, która chroni wątrobę przed działaniem np. etanolu i pomaga w jej regeneracji. A jesteśmy jej to winni.

Jasne, są na rynku „magiczne” tabletki „dzień po” (na kac oczywiście), tudzież „dzień przed”. Ceny nie zostawiają złudzeń – od 67 pln za Paraxine do KC24 za 8,80. Tak więc nawet tania wersja, jest droższa od domowych sposobów. Do tego należy pamiętać, że nie są to lekarstwa, tylko suplementy diety mające wspomóc metabolizm i uzupełnić brakujące witaminy i minerały. Jeżeli ktoś próbował, to proszę podzielić się wrażeniami na temat skuteczności. Z mojego punktu widzenia, to pieniądze wyrzucone w błoto.

Pamiętajmy, że lekarstwa na kaca nie wynaleziono. Swoje wycierpieć trzeba, można tylko obniżyć  jego intensywność lub długość. Tak samo nie ma odpowiedzi na pytanie, co jest bardziej szkodliwe – picie często małych ilości, czy raz na jakiś czas bardzo dużo. Moja teoria – najlepiej pić z głową. Jeżeli zdarzy nam się wyskok dosyć mocno nasycony alkoholem lub tydzień, kiedy codziennie czegoś się napijemy, warto dla zdrowia fizycznego i psychicznego zrobić sobie porządny detoks i regularnie spożywać ostropest. Nikt nie umarł od niedoboru alkoholu we krwi, a od nadmiaru i owszem. No i weekend bez kaca naprawdę jest tego wart 🙂

Kategorie: Ogólne

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

RSS
Follow by Email
Facebook
Facebook
Twitter