O mnie

Mam na imię Liliana i jak z pewnością wielu z Was zdążyło się domyśleć, jestem weganką, pracuję w korporacji i mieszkam w wielkim mieście (Wrocław). Służę dwóm kotom i mam jednego męża. Uwielbiam taniec (prawie 10 lat tańczyłam tańce irlandzkie, a od 4 lat wciąga mnie coraz bardziej balet klasyczny), szermierkę rapierem (chociaż absolutnie nie mam obecnie czasu na treningi) oraz porządną literaturę – od Dana Simmonsa, przez Valerio Evangelisti, Simona Becketa, Miłoszewskiego, na średniowiecznym Mistrzu Eckaharcie kończąc. Mam wykształcenie „mieszane” – mgr handlu zagranicznego, inż. informatyki oraz ukończone studia podyplomowe z bizantynistyki. W międzyczasie studiowałam religioznawstwo, przeplatane korporacyjnymi certyfikatami. Tak więc nie jestem osobą, która lubi się nudzić. Więc jeżeli jest cisza na blogu, oznacza to, że właśnie nadrabiam z czegoś zaległości. Jestem też wierzącą (z wyboru) i praktykującą katoliczką i zanim ktoś zdąży przykleić mi łatkę „radiomaryjnego oszołoma” od razu informuję – bliski mi jest ks. prof. Heller, ks. Adam Boniecki, Tygodnik Powszechny, a p.w. Chrystus. Zachowania i opinie niektórych tzw. „kościelnych” grup zakryję płaszczem milczenia. Ich nie zmienię, a nerwów szkoda.

Bycie weganinem to coś dużo więcej niż tylko dieta czy zwyczaje żywieniowe, to sposób życia. To podejmowanie właściwych decyzji, bycie świadomym jak nasze codzienne działania wpływają na wszystko i wszystkich wokół nas, zarówno dzisiaj, jak i na to jak będzie wyglądała przyszłość. Dlatego ten blog jest o życiu weganina jako całości, a nie tylko o tym, co chce, a czego nie chce jeść.

Zachęcam też nie-wegan to przyłączenia się do mojej wegańskiej podróży, żeby zobaczyli, że tu nie ma mowy o „poświęceniu” czy „rezygnacji”. Wiem jak to jest jeść mięso. Byłam „mięsożercą” przez prawie 30 lat. Teraz wiem i odkrywam cały czas na nowo, jak wspaniałym doświadczeniem jest być weganinem. Odwiedź bloga i może uda mi się zachęcić również Ciebie do wypróbowania tego stylu życia. Po prostu spróbuj, nie masz nic do stracenia. Kiedy jesteś weganinem ratujesz inne żyjące stworzenia i naszą planetę przez sam fakt istnienia i poprzez swoje wybory. Samo Twoje istnienie jest ważne dla wielu czujących i żyjących istot.

Pan Hrabia Fiodor Bomblitsch von Klusken czyli Puciek

Historia 

Nasz pierwokotny, kochany drapieżnik, przygarnięty na tzw. „tymczas”, ponieważ mój mąż miał uczulenie na koty. Pewnego dnia mój Anioł Stróż w trakcie dnia pracy podrzucił pomysł, żeby zgodnie z zasadą: „lepiej prosić o przebaczenie, niż o pozwolenie” zgłosić nas jako „dom tymczasowy” do Ekostraży, a dopiero potem poinformować o tym Gabriela. Tak też zrobiłam, wypełniłam i wysłałam formularz, jednak zanim zdążyłam do męża zadzwonić i o mu o tym powiedzieć, zatelefonowały do mnie dziewczyny z Ekostraży, że jest kot do odebrania od kogoś, czyje dziecko dostało uczulenia. Cóż… poinformowałam więc Gabriela o tym, że jedziemy po kota. I tak pojawił się u nas Pan Hrabia. Na „tymczas”, który trwa już 5 rok i mam nadzieję, będzie trwał kolejne 25 lat.

Charakter i dieta 

Fiodor to najukochańsze 6 kg futra, komunikujące się ze światem głównie spojrzeniami, pazurami i zębami, czasem pachnie, czasem mruczy. Na co dzień nie odstępuje mnie na krok, wybrzydza przy jedzeniu jak na hrabiostwo przystało, tęskni szalenie, nawet kiedy nie ma nas tylko pół dnia. Gonienie za kocimi zabawkami uważa za zachowanie poniżej swojej godności. Co innego, jeżeli jest to zwinięta cienka torebka foliowa. Ogrodnik z zamiłowania – dzięki niemu mam zawsze odpowiednio przygryzione paprotki i róże. Częściowo podziela naszą wegańską dietę, delektując się oliwkami, suszonymi pomidorami w oleju oraz humusem. Świat najczęściej obserwuje z godnością, z pewnego dystansu, czasem melancholijnie wpatrując się w dal.

Dwór 

Nadwornego Punio, po przeszkoleniu jak należy porządnie korzystać z kuwety, toleruje i traktuje nieco wyniośle. Chyba, że nikt nie patrzy, wtedy przytula się do kolegi, szczególnie, kiedy temperatury ku temu sprzyjają.

Punio, czyli Punio

Historia 

W życiu wielu kociarzy nadchodzi taki moment, kiedy decydują się oni na drugiego kota. Nasza decyzja o przygarnięciu towarzysza dla Fiodora została przeanalizowana i przemyślana ze wszystkich stron, zależało nam na spokojnym, ugodowym kociaku, który nie walczyłby z Fiodorem, tnącym nas zawzięcie po rękach. I tak po długich poszukiwaniach z domu tymczasowego trafił do nas Punio. Proces „wprowadzania” Punia na posiadłości Pana Hrabiego był przeprowadzony zgodnie z wszystkimi najlepszymi praktykami, jednak okazało się, że Fiodor zdecydowanie nie życzy sobie towarzystwa, a Punio zdecydowanie towarzystwo lubi. Ostatecznie zostawieni sami sobie na 10 dni dogadali (lub „domiałczeli”) się bez strat w wyposażeniu mieszkania i teraz raczej nie wyobrażają sobie świata bez siebie nawzajem (choć spytane z pewnością by temu zaprzeczyły).

Charakter i dieta 

Motto Punia: „Świat jest po to, żeby go zjeść. A jak będzie niesmaczny, to zagryźć chrupkami”. Punio je 2 (albo 3) razy tyle co Fiodor, waży tyle samo co on, a wygląda na 2 razy chudszego. Cokolwiek znajdzie, musi tego spróbować. Cokolwiek się rusza, można to potencjalnie upolować i zjeść. W przeciwieństwie do Pana Hrabiego gada dużo, często, szczególnie wtedy, kiedy chce wyjść na taras, dostać chrupki, albo obudzić człowieka, żeby mu pokazał, że chrupki jeszcze są na stole i w sumie to niepotrzebnie wstawał.
Złodziej z charakteru i urodzenia, przy czym kradnie głównie jedzenie Fiodorowi. Nie ma też półki ani szafki, na którą by nie wszedł. Na szczęście drogę powrotną też zazwyczaj udaje mu się znaleźć. Wyznawca filozofii zen – cokolwiek robi, robi to całym sobą. Jeżeli śpi, to nic go nie budzi. Jeżeli je, to w pełni skupiony. Jeżeli pije, to nie pije, tylko tankuje. Jeżeli mruczy, to jak motor.

RSS
Follow by Email
Facebook
Facebook
Twitter