Lubię niedzielne leniwe popołudnia. Po całotygodniowym wariactwie dobrze jest po prostu siąść z książką, kawą albo herbatą i w ciszy, a najlepiej na łonie natury, po prostu się wyłączyć. Spod przymrużonych powiek patrzeć jak chmury przesuwają się po niebie. Mieszczuch potrzebuje takich chwil jak powietrza. Ale nie zawsze niestety jest to możliwe, czasem na moje własne życzenie.

Chyba już każdy z nas słyszał o tym, co wyrabia Szyszko w kwestii Puszczy Białowieskiej. Brakuje słów, żeby dosadnie opisać to, co pan minister wyprawia z jedyną na świecie tak zachowaną puszczą w strefie umiarkowanej. Jedyną! Bezcenną! Każde wycięte drzewo spada na sumienie zarówno pana ministra, jak i partii rządzącej. Nie chcę na tym blogu bawić się w politykę, ale nie tak trudno domyśleć się, co myślę o obecnym rządzie.

Tak więc niedziela upłynęła mi pod znakiem protestów. Nie tych, o sądy, ale tych dla Puszczy. Najgorsze ustawy i zmiany w sądownictwie można skorygować i odkręcić. Natomiast żadnego z wyciętych drzew nie da się z powrotem odtworzyć. Każda chwila pracy harwestera, to nieodwracalne niszczenie setek i tysięcy lat dziedzictwa przyrodniczego i nieodwracalne odebranie nam i przyszłym pokoleniom możliwości podziwiania tego, co zostało wycięte. To jest kradzież najgorszego rodzaju (bo wolę nie używać wyrazu „sort”). To morderstwo w białych rękawiczkach. Dlatego protestowałam krzycząc „Szyszko Złodzieju Oddaj Puszczę!”. Bo ona nie jest jego folwarkiem. Ona nie należy do nikogo.

Protest odbył się na wrocławskim Rynku razem z Greenpeace oraz Viva! Nie było wielkich tłumów, a szkoda. Wypowiadali się naukowcy oraz osoby, które brały udział w blokadzie harwesterów. Mam nadzieję, że przynajmniej część osób spacerujących po wrocławskim rynku zwróciła uwagę na problem niszczenia Puszczy. Choć zdaję sobie sprawę, że może to naiwna wiara. Taka fajna pogoda, szkoda niedzielnego dnia. A to, że gdzieś ktoś coś niszczy. Przekleństwo współczesnego człowieka – myślenie według schematu: „Jak długo nikt się mnie nie czepia, to jest mi dobrze i nic nie robię.” To jak leżenie z zamkniętymi oczami na torach, po których zbliża się pędzący pociąg. Potem już będzie za późno.

Chyba nie jest żadnym zaskoczeniem, że weganin protestuje w takich sytuacjach. Bycie weganką to dla mnie nie wybór diety, zdrowotna alternatywa dla obecnie wysoko przetworzonej żywności. To system wartości, który u swoich podstaw zakłada szacunek dla życia wokół nas. Który szuka równowagi, w której jako ludzie możemy czerpać z bogactwa naszej przyrody jednocześnie jej nie niszcząc. To też obowiązek sprzeciwu za każdym razem, kiedy dzieją się rzeczy takie jak w Puszczy. I to sprzeciwu głośnego, który wyciągnie mnie z mojej komfortowej strefy niedzielnego popołudnia.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

RSS
Follow by Email
Facebook
Facebook
Twitter