Czyli jak protestować i nie paść

Tak, wiem, miało nie być politycznie. Ale temat przewodni bloga, to życie w mieście, a tak się jakoś ostatnio składa, że życie wieczorne we Wrocławiu (i całe szczęście nie tylko tu) sprowadza się głównie do protestów, w cichej nadziei, że coś w końcu dotrze do świadomości pana prezydenta. A konkretniej, że zrozumie i pojmie, że podpisanie przez niego ustawy o Sądzie Najwyższym to po pierwsze zamach stanu, po drugie złamanie Konstytucji, po trzecie skazanie siebie na jeszcze krótszą smycz trzymaną nie tylko przez posła Kaczyńskiego, ale też przez ministra Ziobrę i po czwarte – skazanie siebie na bycie najgorszym prezydentem w historii Polski. Przypominam, że władzę sprawuje naród przez przedstawicieli lub bezpośrednio. A to oznacza, że jak naród powie „koniec outsourcingu, teraz władzę sprawujemy bezpośrednio”, to wywiezienie rządu i prezydenta na taczkach będzie jak najbardziej zgodne z Konstytucją.

Ale, ale, postarajmy się zostawić emocje z boku i do protestów odpowiednio się przygotować. Nie chcemy odpuścić, a „batalia” szykuje się raczej na jedną z tych dłuższych. Może nie jest to jeszcze wojna okopowa, ale warto o paru rzeczach pamiętać – porady przydadzą się i weganom i nie-weganom:

1.    Zakładając, że chcemy na proteście spędzić więcej niż tylko godzinę, to naprawdę warto zjeść coś konkretnego 1,5 – 1 godziny wcześniej. U mnie naturalnie wczoraj padło na Basztę czyli miso z tempehem oraz wrapy warzywne. Bo to trochę bez sensu zejść z pola tylko dlatego, że człowiek zgłodniał.

2.     A jeżeli tak się składa, że najedzeni jesteśmy albo nie mamy ochoty akurat wtedy na jedzenie, to na wszelki wypadek miejmy ze sobą małego batona. Jak nie my, to może poczęstujemy kogoś obok. Wczoraj zobaczyłam wokół siebie więcej uprzejmych i uśmiechniętych twarzy, niż przez poprzednie 6 miesięcy.

3.    Woda! Najlepiej z limonką wciśniętą do środka. Dzisiaj na liczniku 28C, parno, duszno. Wprawdzie wieczory są chłodniejsze, ale jednak może zaschnąć w ustać od śpiewania hymnu i okrzyków sugerujących prezydentowi, jak powinien postąpić. Poza tym sporo tych świeczek jest, więc mała „gaśnica” pod ręką nie zawadzi. Nie wspominając o tym, że a nóż a widelec prezydent zgłosi weto i wtedy niejedna osoba może zemdleć z wrażenia i niedowierzania.

4.   Świeczka z okapnikiem. Ja wiem, że kąpiele w parafinie dobrze działają na cerę, ale wczoraj chyba za dużo miałam tej bezpłatnej, woskowej przyjemności. Poza tym pomyślmy też o ekipach sprzątających, które potem było nie było walczą z woskowymi plamami. Albo o nas, bo my też staczamy nierówny bój z woskiem na butach, spodniach i koszulach.

5.    Wiara w skuteczność naszego działania. Może ustawa zostanie podpisana, może Ziobro wprowadzi swoich sędziów. Może tak być, ale wszystko ma swój koniec. I musi nam wystarczyć siły i samozaparcia, żeby koniec paranoi Kaczyńskiego przyspieszyć.

Do zobaczenia wieczorem!

L.

Kategorie: JedzenieOgólne

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

RSS
Follow by Email
Facebook
Facebook
Twitter