6 dni na Sycylii to miła odmiana od chłodnej jesieni, nawet jeżeli pierwszego dnia od razu wpadłam niekontrolowanie do 2 metrowego wykopu. Bez większych szkód własnych, więc może po prostu spieszyło mi się do kopania.

Polską jesień wprawdzie szczerze kocham i to zarówno złotą i słoneczną, jak i ponurą, deszczową listopadową, ale prawie tydzień spędzony w słońcu i lekkiej, morskiej bryzie to jednak przyjemne przeżycie. Zdecydowanie mogę polecić pobyt na Sycylii o tej porze roku. Temperatura 24 – 27 C, deszcze się zdarzają, ale nocą lub bardzo przelotnie w ciągu dnia, wieczory nadal są ciepłe, choć nocami dobrze jest schować się w śpiworze lub pod kołdrą, woda w morzu ciepła, turystów relatywnie mało.

Na Sycylię poleciałam na urlop, który postanowiłam spędzić kopiąc na wykopaliskach archeologicznych prowadzonych przez prof. Moździocha z PAN w Altavilla Millicia. To już drugi sezon, który spędzam w ten sposób, wyciągając z ziemi kawałki ceramiki, kości i palenisk. Tak, wiem, podobno nie jest to normalny sposób spędzania wakacji, jednak dla mnie odkrywanie historii, miejsc i artefaktów, które ostatnio były znane i używane 800 lat temu, ma swój magiczny urok. Przecież chyba każdy z nas w młodości chciał być jak Indiana Jones. No i machanie łopatką, motyczką i szczoteczką wymaga sporo wysiłku fizycznego, co jest konieczną odmianą w stosunku do siedzenia przy biurku.

Skoro już o machaniu narzędziami mowa, to przecież w trakcie pobytu trzeba coś jest. Reszta zespołu to typowi mięsożercy, tudzież serożercy, więc ani zrozumienia ani litości dla moich preferencji żywieniowych nie było. Jeszcze w Polsce poprosiłam męża, żeby kupił mi zapas tempehu, którego oczywiście zapomniałam zabrać ze sobą. Tak więc zostałam sam na sam z lokalnymi sklepikami i głodem. Ale dzięki temu mam dla Was kilka wydaje mi się bardzo praktycznych wskazówek, czego spodziewać się na Sycylii i jak zjeść wegańsko i smacznie. Jedna ważna uwaga, poniższy opis może nie w pełni odzwierciedlać sytuację w Palermo – jako stolica na pewno rządzi się własnymi prawami. Warto ją zresztą zwiedzić, natomiast jeżeli ktoś ma miasto na co dzień, to zdecydowanie lepiej wyjechać z Palermo na prowincje. Marudzenie na temat lotnisk i samolotów zostawię sobie na później.

Warzywa i owoce

Tu nie ma co narzekać, wręcz można się rozpływać w zachwytach. Pomimo, że nie jest to najlepszy sezon na część owoców, nadal na lokalnych bazarach, w małych sklepach warzywnych i u lokalnych producentów można nakupić sporo cudownie smacznych, pachnących i różnorodnych warzyw. Niektórych nie byłam w stanie nazwać, ale nie przeszkodziło mi to w ich kupnie i wrzuceniu do sałatki, tudzież na patelnię. Dla mnie najsmaczniejsze były najróżniejsze gatunki pomidorów, oliwki w rozmaitych mieszankach oliw i zalewach, oraz kapary w soli. Najdroższe, najrzadsze i najgorsze w smaku zdecydowanie są jabłka. Te albo należy ze sobą zabrać z Polski, albo z nich zrezygnować na rzecz lokalnych owoców. Winogrona oczywiście zachwycają. Rzadko które owoce mają oznaczenie „bio”, „eko” lub podobne, natomiast w małych miasteczkach wiadomo, że pochodzą z lokalnych upraw i są przeznaczone dla lokalnych mieszkańców. Nie ma oczywiście gwarancji nieużywania pestycydów, jednak nie spodziewałabym się, żeby używano ich często. Mam wrażenie, że o tej porze roku rośliny rosną tutaj same. Słońce, ciepło i w miarę morko. Wcale nie dziwię się Sycylijczykom, że nie chce im się pracować, skoro samo się wszystko robi.

Tempeh, soja, humus, tofu

Po zapasy tofu, humusu i tempehu trzeba albo sięgnąć do własnej torby podróżnej, albo wybrać siuę do Palermo. Sklepów internetowych nie sprawdzałam, ale zakładam, że też mogą służyć pomocą, jeżeli ktoś zostaje na Sycylii na dłużej. Natomiast w żadnym ze sklepów w Altavilla Milicia, okolicznych miejscowości ani pobliskiego Cefalu nie znalazłam typowo wegańskich składników dań, takich jak tofu czy tempeh. W Palermo naturalnie pomoże niezawodna HappyCow.

Natomiast czy to z powodu mody, czy uczulenia na mleko, czy ilości turystów zaglądających na wybrzeże Sycylii, bez problemu można kupić jogurty sojowe, mleko migdałowe i sojowe czy sojowe desery o różnych smakach. Ponieważ z góry założyłam, że takich rarytasów tutaj nie znajdę, prawie uściskałam stojącego obok Włocha, kiedy zobaczyłam całą jedną półkę wypełnioną produktami wegańskimi. Oczywiście nie zakładajmy, że pierwszy lepszy lokalny sklepik będzie miał taką ofertę, ale po przejechaniu się do okolicznych kolejnych 2 – 3 spokojnie powinniśmy uzupełnić sojowe braki.

Za humusem i pasztetami wegańskimi specjalnie nie tęskniłam, ponieważ ilość smarowideł do bruschette i pieczywa jest naprawdę spora, od past pistacjowych, cytrynowych, przez pesta najróżniejszych rodzajów, na pomidorowych pastach kończąc. Dobrze jest przy tym sprawdzić skład, ponieważ część producentów dodaje jajka lub białko jajek do swoich produktów (po włosku: uovo).

Sklepy, sklepiki i supermarkety. I transport do nich.

Sycylia to nie Polska. Tutaj większość sklepów w trakcie dnia jest zamknięta na cztery spusty, począwszy od piekarń, przez małe markety, na warzywniakach kończąc. Pomiędzy 11:00 – 18:00 są dosyć marne szanse na kupienie czegokolwiek. W związku z tym, jeżeli zabraknie nam czegoś, co koniecznie musimy nabyć w tych godzinach, to należy wybrać się do najbliższej większej miejscowości, ponieważ turystyczne regiony nieco nagięły się do zwyczajów przyjezdnych najeźdźców i część większych marketów jest otwarta również w środku dnia. O zakupach na stacjach benzynowych poza dużymi miastami też można zapomnieć, szczególnie, jeżeli omijamy autostrady i jeździmy mniejszymi drogami.

Jednak warto poczekać na otwarcie lokalnych, mniejszych sklepików, ponieważ warzywa w supermarketach są… no są. Popakowane w plastikowe opakowania, podejrzanie równe i „równokolorowe”. No i nie ma tej frajdy z oglądania i wąchania warzyw i owoców wystawionych na kramach przed sklepami. Oczywiście można ( i jak ma się okazję to nie jest to zły pomysł) kupić rzeczy takie jak makarony, pasty czy wina. Te i tak będą włoskie, tanie i dobre. Natomiast po pieczywo, owoce i warzywa najlepiej podjechać do lokalnych sprzedawców.

Acha, no i transport. Po centrach najlepiej jest poruszać się piechotą i dotyczy to zarówno małych miasteczek, jak i dużych miast. Jednak kto był na Sycylii, to z pewnością zauważył, że domy rozrzucone są często na bardzo dużej przestrzeni, na zboczach gór, jedne nad drugimi i łączą je bardzo kręte uliczki o szerokości dobrej dla 1 samochodu, ale zdecydowanie nie przystosowane dla 2 samochodów i pieszego. Zresztą poboczy najczęściej i tak nie ma. Droga z domu, w którym nocowaliśmy do centrum Altavilli to jakieś 2 km, więc zapowiadał się przyjemny spacer. W praktyce bliżej było do uprawiania sportu ekstremalnego, niż do spaceru i to bynajmniej nie ze względu na różnice w wysokości czy odległość. Po pierwsze nie wiadomo, po której stronie drogi należy iść, bo samochody pędzą środkiem ze sporą prędkością i wypadają zza zakrętów, czasem tylko wcześniej trąbiąc (może pieszy też powinien się w taką trąbkę zaopatrzeć..?). Po drugie, każdy szanujący się właściciel ma psa, najczęściej dużego, który wściekle ujada, a pomiędzy nim a spacerowiczem jest cienka, zdezelowana siatka, miejscami załatana zardzewiałym stelażem z łóżka. Po trzecie Sycylijczycy nie uznają worków na śmieci, więc puste opakowania i resztki jedzenia walają się po rowach, na ulicach, wśród drzew oliwkowych, a pomiędzy nimi psy szukające jedzenia. Po czwarte nawet jak już dojdzie się do głównej drogi, okazuje się, że tam pobocze też jest zbędne i trzeba iść przyklejonym do boku drogi. Po piąte lokalni mieszkańcy zatrzymują się z niepokojem pytając czy coś się stało i czy może podwieźć, co byłoby miłe gdyby nie przekonanie, że co najmniej połowa ma coś wspólnego z mafią. Wystarczy. Więc jeżeli nie nocujesz w środku miejscowości, do której kursują pociągi, miej samochód. No chyba, że taki lokalny folklor Ci odpowiada 🙂

Pizzerie, trattorie, kafejki i ciastkarnie

Godziny pracy obowiązują takie same, jak w przypadku sklepów, przy czym pizzeriom i trattoriom należy doliczyć dodatkowy czas na przygotowanie składników, potraw, rozgrzanie pieca i mentalne przygotowanie ekipy do pracy. Wcześniej, niż o 18:30 nie ma sensu wybierać się na pizzę albo pastę, i ta zasada obowiązuje również w dużych miejscowościach. Oczywiście w typowo turystycznych rejonach zawsze można znaleźć coś otwartego, podczas gdy wszystkie inne jadłodajnie są zamknięte, ale pracownicy zazwyczaj bywają rozleniwieni i nieco sfrustrowani. A nie chcemy być obsługiwani przez rozleniwionego albo co gorsza wkurzonego kucharza.

Co do menu, to nie udało mi się znaleźć typowo wegańskiego miejsca. Wegetarianie znajdą dużo dobrych potraw bez najmniejszego problemu. Weganin po prostu musi uważać i nastawić się na ograniczone lub autorskie menu. Więc po kolei kilka sprawdzonych opcji:

      • Pizze – zazwyczaj są naprawdę dobre, więc ograniczona ilość składników bynajmniej nie przeszkadza. Należy wyjaśnić, że chce się pizzę bez sera (senza fromaggio), najlepiej wegetariańską. Ewentualnie można własną skombinować i nigdy nie było z tym żadnego problemu, nie ważne czy na głównej ulicy w Cefalu czy w lokalnej trattorii w Altavilla. I nawet specjalnie nie są zdziwieni takimi prośbami.

      • Pasta – podobnie jak  pizzą, można w miarę dowolnie kombinować, przy czym nawet, jeżeli w składzie nie ma sera, należy wspomnieć, żeby podawali bez, ponieważ dosyć często na koniec posypują parmezanem.

      • Sałatki – jak powyżej. Typowo wegańskich najczęściej nie ma, ale jak się poprosi wegetariańską bez sera, za to na przykład z dodatkową porcją grzybów lub oliwek, to nie ma problemu.

      • Grillowane warzywa z pieczonymi ziemniakami albo bruschettą – też fajna kombinacja. Zazwyczaj w przystawkach znajdziemy bruschettę (tu też dobrze sprawdzić, czy nie wcisnęli sera albo szynki), a w dodatkach grillowane warzywa i pieczone ziemniaki. Porcje potrafią być spore, więc też spokojnie można się najeść.

Tak więc podsumowując, pomimo na pierwszy rzut oka mało przyjaznych menu bez problemu coś dla siebie znajdziemy. Włosi cenią sobie jedzenie i rozumieją, że można mieć najróżniejsze preferencje smakowe. Do tego dla nich i tak jesteśmy dziwnymi turystami z jeszcze dziwniejszymi zwyczajami żywieniowymi. Warto więc mówić co konkretnie chce się w daniu, a czego nie, ponieważ samo hasło „coś wegańskiego” nie mówi im absolutnie nic.

O kawach nie ma co się rozpisywać, jak kawa jest każdy wie, czyli najlepsza czarna, mocna, gorzka. Za to ze słodkimi przekąskami bywa trudno. W większości słodkich bułek oraz naturalnie w lodach jest nabiał. Nawet sorbety wyglądają podejrzanie kremowo. Tutaj najbezpieczniej brać albo sałatkę owocową albo kupić sobie pakowane ciastka, które mają podany skład.

Batony Indiany

Zanim przejdziemy do Słowniczka, kilka słów na temat tego co jeść, kiedy siedzi się cały dzień pośrodku ruin starego kościoła, na skale, w piachu i kurzu. Oczywiście powinno się zacząć od porządnego śniadania, ale przyznaję, nie udało mi się zjeść ani razu coś więcej niż jogurt sojowy, kilka lokalnych sucharków (naturalnie wegańskich) i popić to kawą. Za to na samym wykopie, poza obowiązkową wodą, miałam przy sobie batona Wholebake – Flapjack. http://www.wholebake.com/. Zabrałam z Polski 5 tych batonów o różnych smakach i na taki wypad są rewelacyjne. Nie topią się, nie rozpadają, porządny skład dający energię, rewelacyjnie smakuje i daje bagatela 450 kcal na baton. Od dzisiaj obok kremu z filtrem 50, kremu na komary i książki, obowiązkowy element wyjazdowego wyposażenia. Nawet brak tempehu nie doskwierał tak bardzo 🙂

 

Słowniczek

Z angielskim u Włochów bywa różnie, a na składach lokalnych produktów można zapomnieć o wersji angielskiej, stąd kilka moim zdaniem przydatnych zwrotów po włosku, które powinny ułatwić weganom poruszanie się i jedzenie w tym pięknym kraju.

Jestem weganinem – sono vegana (f.)/ vegano (m.)

    • Nie jem… – non mangio …
    • To jest z…? – c’e con ….?
    • Bez mięsa – senza carne
    • Bez sera – senza fromaggio
    • Ser – fromaggio, ricotta (biały ser)
    • Jajko – uovo
    • Śmietana – panna
    • Mleko – latte
    • Fenkuł – finocchio
    • Karczoch – carciofo
    • Grzyb – fungo

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

RSS
Follow by Email
Facebook
Facebook
Twitter