Obiecałam wpis na temat tego, jak przeżyć Wigilię z mięsożerną rodziną i nie spowodować rodzinnej katastrofy nuklearnej, i oto on. No więc, jak to zrobić i czy jest to w ogóle wykonalne?

Śmiem twierdzić, że tak, ale naturalnie są tacy ludzie i takie rodziny, gdzie mimo naszych usilnych starań, działań i dyplomacji, wroga atmosfera pełna pretensji będzie i tak. Wtedy warto spróbować nie dać się wciągnąć w kłótnie i konflikt, szczególnie, że najczęściej znamy nasze kochane rodziny i wiemy, czego możemy się spodziewać. A z drugiej strony odpowiednio i konsekwentnie się zachowując możemy z czasem doprowadzić do zmiany myślenia nawet najbardziej opornych członków naszej rodziny. W ich świadomości powinien się pojawić obraz uśmiechniętego, miłego, acz stanowczego weganina, który w dodatku przynosi smaczne jedzenie. Jeżeli w głowie będą mieć obraz nas wiecznie nadąsanych, wytykających wszystkim koszty tego, co jest na stole, powodujących awantury, to do weganizmu nie zachęcimy ich nigdy. Ale po kolei. Zaczynamy:

1. Przypominajka

2 – 3 tygodnie przed świętami delikatnie przypomnij rodzinie (a przede wszystkim ‚organizatorom’), że jesteś weganinem. Jest to tym ważniejsze, im rzadziej spotykamy się w rodzinnym gronie. Postaraj się to zrobić z uśmiechem i spokojnie, bez ukrytych w głosie pretensji lub upomnienia w stylu: „Tylko zapamiętaj sobie porządnie, że ja rybiej padliny jeść nie będę i w ogóle robi mi się niedobrze na samą myśl o waszych daniach.” Raczej coś w stylu: „Jestem pewien/ pewna, że pamiętasz, że jestem weganinem/weganką, ale tak tylko przypominam, bo w świątecznej gonitwie o różnych rzeczach się zapomina”. To jest szczególnie ważne w początkowych latach na weganie, bo naprawdę rodzice/ teściowie/ rodzeństwo mogą zapomnieć, że części rzeczy nie jesz i pierogi z kaszą są super, ale tylko do momentu, kiedy ktoś je odsmaży na maśle.

2. Współudział

Zaproponuj, że sam(a) coś przygotujesz i przyniesiesz na wigilię. Różne są stopnie zaangażowania gospodarzy – od podejścia „przygotuję wszystko, Wy tylko się pojawcie i zjedzcie”, do „ja udostępniam posprzątane mieszkanie, zastawę, sztućce i stół. O jedzenie zatroszczcie się sami.”. W obu tych przypadkach i na całej skali pomiędzy nimi, warto samemu zatroszczyć się przynajmniej o część jedzenia. Może to być zastępnik ryby (seleryba/ ‚ryba’ z tofu etc.), pierogi, sałatka, albo ciasto. Ważne, żeby dogadać się z gospodarzem, co przynosicie sami, a co będzie dla Was ‚jadalne’ na miejscu. Wigilia na szczęście ma to do siebie, że wiele tradycyjnych potraw wigilijnych jest wegańskich (jak na ironię tradycja karpia to wymysł z XX wieku, więc mało staropolski). Warto też postarać się, żeby smak tego, co przyniesiecie był w miarę znajomy. Przepysznych, acz egzotycznych dań kuchni tajskiej nie polecam, szczególnie, jeżeli rodzina jest mocno tradycyjna. Bigos wegański jest równie smaczny, a możemy uniknąć awantur i dyskusji na temat naszych fanaberii i tego, że nie szanujemy już w ogóle tradycji i zwyczajów. I w ogóle jesteśmy skaraniem dla całej rodziny, wydziwiamy, wymyślamy etc. Za to jeżeli postawimy na stole przepyszny tofurnik, albo piernik wegański z powidłami śliwkowymi, to komentarze o ile nie znikną, to można będzie je zbyć pytaniem: „Ale piernik Ci smakuje, prawda?”

3. Grzeczna zasada „zero tolerancji”

„A może spróbujesz jednak rybki?”/ „Sernika od babci nie zjesz?”/”Zrobisz mamie przykrość, że nie chcesz jej makowca spróbować”. Na pewno to znacie. Jeżeli nie urodziliście w rodzinie wegan, to na pewno nie raz byliście w tego typu sytuacjach, kiedy rodzina na zmianę prośbą, groźbą i żartem próbuje na Was wymusić zjedzenie choćby kawałka tego, co oni nazywają „normalnym jedzeniem”. Jak na to reagować? Oczywistą oczywistością jest chyba to, że nie idziemy na żaden kompromis albo handel wymienny (typu „jak zjesz tego sernika, to ja spróbuję Twojej wegańskiej ryby”).

Weganizm to nie dieta odchudzająca, z której możemy zrezygnować z okazji Wigilii. Nie zawieszam na haczyku moich wartości i przekonań dla „świętego spokoju”. Co więcej, takie „obstawanie przy swoim” jest konieczne, jeżeli chcemy, by rodzina i znajomi brali nasze wegańskie przekonania poważnie i zobaczyli, że rzeczywiście to nasz świadomy wybór.

Mówię z własnego doświadczenia. Po 5 latach nawet jeżeli pada komentarz w stylu „wy dalej rybki nie zjecie?”, to jest to pytanie retoryczne i nikt nawet nie czeka na odpowiedź. A coraz częściej pojawia się zdanie: „A daj spróbować tego waszego wegańskiego”. Kluczowy jednak jest tutaj sposób, w jaki będziemy odmawiali jedzenia dań niewegańskich. Hasło w stylu: „Wiesz, że nie jem padliny, szczególnie, że wiem, jak wcześniej ta biedna istota musiała cierpieć, przez Wasze fanaberie” może nie być pozytywnie odebrane. I co z tego, że w sumie to prawda 🙂

Wigilia to czas szczególny, zwierzęta mówią ludzkim głosem, więc weganie też mogą takim głosem przemówić.

Spróbujmy tak: „Nie dziękuję mamo. Wiesz, że nie jem takich dań, ale może w przyszłym roku spróbujemy razem przygotować wegańską opcję, na pewno będzie smakować również Wam.” Dodam, że łatwiej o takie opanowanie osobom pracującym w korpo – sztuka mówienia miłych lub neutralnych rzeczy, kiedy miałoby się ochotę rzucić granatem, jest jedną z podstawowych w korporacyjnym arsenale.

4. Agitację przekładamy na 1. Dzień Świąt

Może to staroświeckie z mojej strony, ale Wigilia moim zdaniem powinna być wyjątkowym dniem. Na co dzień prawie non stop rzucamy się sobie do gardeł, krytykujemy, kłócimy, awanturujemy. Jeden dzień w roku to w sumie nie tak dużo, a warto podejść do niego z uśmiechem. Podpicie koniaku, żeby nabrać potrzebnego dystansu też jest jakimś wyjściem. Dlatego moim zdaniem, nie ma sensu wdawać się w dyskusje na tematy etyczne weganizmu. Jeżeli ktoś mnie się pyta dlaczego jestem weganinem, to oczywiście odpowiadam jak jest. Ale treściwie, bez plastycznych opisów rzeźni. Czasem: „Kocham zwierzęta i nie chcę, żeby jakakolwiek istota musiała przeze mnie w cierpieniach umierać.” wystarczy zupełnie. A jeżeli w odpowiedzi jakiś wujek naskoczy: „A skąd Ty niby wiesz, jak to te hodowle wyglądają!?”, to spokojnie odparować: „Wiem, bo się tym interesują i chętnie jutro wujkowi pokażę parę materiałów, ale dzisiaj jest Wigilia, więc może nie awanturujmy się przy stole”. Zyskujemy podwójnie: po pierwsze mamy pełne prawo następnego dnia owego wujka nagabywać, po drugie to my jesteśmy tymi niosącymi pokój i pojednanie przy stole. Za to pierwszy dzień Świąt to już dużo lepsza okazja. Najczęściej i tak rodzina siedzi przed TV, więc można puścić jakiś program czy film pro-wegański, ale kierujmy się przy tym wyczuciem i zdrowym rozsądkiem. Dla zakręconych na punkcie zdrowego żywienia i sportu, nieprzekonanych do wegańskiej diety „bo jest uboga” może być „Food for Life” Vivy https://www.youtube.com/watch?v=XLnn06XIkRY albo „Food Choices” Michała Siewierskiego http://www.foodchoicesmovie.com/ (też do obejrzenia na Netflixie). Jeżeli chcecie pojechać po bandzie i pokazać brutalną rzeczywistość, to „Earthlings” wydaje się być właściwym wyborem. Tutaj musicie zdać się na swoje wyczucie, tylko pamiętajcie – chcecie zachęcić do bycia weganinem i przekaz musi być odpowiedni do wieku i doświadczeń osoby, która to ogląda. W tych całych dyskusjach też warto czasem przypomnieć: „Jadłem/am mięso X lat, wiem czego pozbyłem/am się ze swojej diety i wiem, że była to jedna z najlepszych decyzji w moim życiu.”

BONUSY:

1. Pierwsza wigilia na weganie

Niektóre pierwsze razy są przyjemne, inne trudne i bolesne. Pierwsza wigilia po przejściu na wegetarianizm lub weganizm potrafi być ciężkim przeżyciem dla obu stron. Powyższe punkty oczywiście są aktualne i odpowiednie, ale dajmy sobie nawzajem większą dozę cierpliwości. Dla niektórych to jest szok, więc po prostu niech się przyzwyczają, a na zaczepki starajmy się nie reagować. W ostateczności rzućmy coś w stylu: „Jest Wigilia i nie będę się z Tobą kłócić. O moich wyborach możemy porozmawiać, ale po pierwsze spokojnie, po drugie nie w taki dzień jak dzisiaj. Chodź, zaniesiemy sztućce na stół (czy tam cokolwiek, co pozwoli zmienić temat rozmowy)”

2. Kiedy to Ty jesteś gospodarzem

Nie miałam do tej pory przyjemności gościć u siebie rodziny na Wigilię. I pewnie nieprędko to będzie mieć miejsce, bo kiedy padł taki pomysł, z góry powiedziałam: „Super, chętnie. Ale u nas to tylko na weganie.”. Więc pomysł od razu upadł, chociaż marzy mi się kiedyś taka wigilia, kiedy to się wreszcie uda 🙂 Dla mnie nie do pomyślenia jest, żeby na stole w moim domu pojawiło się danie niewegańskie (koty jedzące na stole nie są objęte tą klauzulą). I myślę, że warto stać na swoim stanowisku i jasno określić warunki. Jeżeli kiedyś przekonam się na własnej skórze jak to jest, to dam znać 🙂

 

Tyle w temacie, więc na koniec zostaje mi życzyć Wam cudownej Wigilii. Spokojnej, pełnej uśmiechów i nadziei. Nadziei, na to, że kiedyś wszystkie Stworzenia będą cenione i chronione, że naszymi wyborami będziemy potrafili zmieniać świat i spełnienia tej nadziei. Wiecie, że jestem osobą wierzącą, więc nie mogę nie nawiązać do Chrystusa, który przyszedł wśród bydła, w stajence. Jego pierwszymi towarzyszami, tak jak przy stworzeniu świata, były zwierzęta. To one go grzały, to do nich się uśmiechał i im pierwszym błogosławił. Życzę nam wszystkim, żeby wszyscy ludzie zobaczyli, że cud życia w każdym stworzeniu jest tak samo wyjątkowy i tak samo musi być chroniony.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

RSS
Follow by Email
Facebook
Facebook
Twitter